Blog
barbarus
barbie
barbie Były fizyk dziś komputerowiec
53 obserwujących 418 notek 606300 odsłon
barbie, 22 maja 2017 r.

Osobno - a jednak razem (PiS i PO w nauce)

726 22 0 A A A
„Ucz się tak, jakbyś miał żyć wiecznie, żyj – jakbyś miał umrzeć jutro”


     To powiedzenie przypisywane jest Św. Izydorowi z Sewilli (ur. ok. 560 roku), patronowi internautów i informatyków. Człowiek stał się gatunkiem dominującym dzięki umiejętności uczenia się i co za tym idzie ogromnej elastyczności. Nawet, gdy w jakimś środowisku człowiek po prostu żyć nie może – to po prostu zabierze środowisko ze sobą wsiadając do samolotu, a w przypadku ekstremalnym nawet do rakiety kosmicznej. Ludzie zajmują się astronomią pozagalaktyczną, badaniem cząstek elementarnych albo badaniem zwyczajów różnych zbiorowości (np. społeczności romskiej w Jurgowie) czy wspinaniem się zimą na szczyt K2. Pytanie – po co niektórzy ludzie to robią? Przecież to (przynajmniej na razie) nikomu nic nie daje!


    I tu dochodzimy do odpowiedzi na pytanie - czym właściwie jest nauka i jakimi motywacjami kierują się prawdziwi uczeni? Odpowiedź może być właściwie jedna – motorem jest ciekawość Świata i poszukiwanie prawdy. Dotyczy to oczywiście tak zwanej „czystej nauki”, albowiem nauki stosowane to przede wszystkim próby (mniej lub bardziej udane) wykorzystania wiedzy w określonym celu – od tworzenia nowych generacji komputerów aż po manipulowanie społecznościami.


    Pan Gowin marzy o wykreowaniu nowych polskich elit naukowych lecz popełnia już błąd na samym początku koncentrując się jedynie na naukach stosowanych (współpraca z biznesem, przysłowiowa już „innowacyjność”) zapominając o tym, że prawdziwe elity naukowe tworzą ludzie, którzy są zainteresowani poszukiwaniem prawdy o Świecie, a nie stawiają sobie konkretnych celów jak np. opracowanie holograficznego telewizora i wdrożenie go do masowej produkcji. To właśnie prawdziwi naukowcy postępują w myśl cytowanej na wstępie sentencji Św.Izydora z Sewilli i często kończą swój proces poszukiwania prawdy dopiero w chwili swej śmierci. Większości tych ludzi nie można pozyskać wysokimi apanażami – dla nich bowiem bardziej istotne jest stworzenie im warunków do prowadzenia działalności w wybranej przez nich dziedzinie. Nie należy przy tym oczekiwać od nich dających się zastosować „w praktyce” wyników, patentów itp. – od tego są specjaliści od nauk stosowanych, natomiast to właśnie prawdziwi naukowcy tworzą elitę torującą drogę dla innych. Poszukiwanie prawdy to nie prosta autostrada wiodąca do określonego celu – to raczej mozolne błądzenie po manowcach i powolne przybliżanie do zrozumienia rzeczywistości.


     Niestety, działalność ludzi, którzy usiłują uprawiać prawdziwą naukę i uczyć się do końca życia jest bardzo kłopotliwa dla „establishmentu” akademicko/instytutowego. Po prostu „zawyżają poziom” i w związku z tym stanowią realne zagrożenie dla zasiedziałych koterii i „układzików”. Tajemnicą poliszynela jest, że w tym środowisku mamy do czynienia z „samoreprodukcją” i powstawaniem dynastii profesorskich. Zjawisko to dotyka niestety także nauk ścisłych. Co ciekawsze, samoreprodukcją zainteresowane są praktycznie wszystkie grupy – za „moich czasów” podział był podobny jak dziś. Samoreprodukcją zainteresowani byli zarówno „pragmatycy” uznający warunki tzw. „realnego PRL”, jak i ich przeciwnicy, których kiedyś określaliśmy mianem „towarzystwa Św.Zyty”. Dziś mamy „Pisiorów” i „Pełowców”. Grupy te konkurują między sobą, popierają bezwarunkowo „swoich”, ale wykazują zadziwiającą solidarność w przypadku pojawienia się zagrożenia. Zagrożenie to stanowią zdolni (najczęściej młodzi) ludzie pragnący uprawiać prawdziwą naukę. Wypracowano więc metodę ich neutralizacji – po prostu wysyła się ich na stypendia zagraniczne. Oczywiście, w trosce o ich rozwój naukowy. Jednak w rezultacie najzdolniejsi rzeczywiście się rozwijają, są doceniani i uzyskują warunki do kontynuowania swej działalności naukowej. Ci pozostają za granicą robiąc autentyczne kariery naukowe. Mniej zdolni lub mniej pracowici nie są w stanie sprostać otwartej konkurencji i albo wracają, albo zostają za granicą „załapując się” na pomocnicze zadania na pośledniejszych uniwersytetach. Cel jednak został osiągnięty – konkurencję dla lokalnych koterii (zarówno spod znaku PiS, jak i PO) skutecznie wyeliminowano i można spokojnie żyć w atmosferze lokalnego ciepełka (i smrodku).

    Przecież ci najzdolniejsi nie wrócą – a nawet jeśli postanowiliby wracać to i tak nie znajdą w Polsce pracy na uczelni lub w instytucie! Wszystkie etaty są przecież zajęte. Środowisko za to chętnie się tymi najzdolniejszymi pochwali, przyzna im medal za wybitne osiągnięcia naukowe podkreślając „to nasz wychowanek!” - byle tylko nie wracał i nie „zawyżał poziomu”.


    Niestety dla polityków, w tym dla Pana Gowina najważniejszym celem jest spełnianie oczekiwań elektoratu. A przeciętny człowiek raczej nie stosuje się do zalecenia Św.Izydora. W jednej z pierwszych scen „Pigmaliona” Shawa (bardziej znanego w postaci musicalu „My Fair Lady”) Prof.Higgins pyta londyńskiego „cockneya”:

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Bardzo duży! Poważnie!

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Nadreprezentacja Żydów to nie jest nowy problem i temat na osobną notkę. Pisałem o "numerus...
  • Nie jestem prawnikiem - tylko "ścisłowcem", ale Pańskie wyjaśnienie jest logiczne, a co...
  • Jeśli Kazio winien mi jest 100 zł - to jest to JEGO kłopot. Jeśli Kazio jest mi winien 100...

Tagi

Tematy w dziale Społeczeństwo